Sunday, 24 July 2011

Spójrz na to z innej strony - Gosh, Amazing Length'n Build Mascara


Teraz zapewne jem sobie pyszne śniadanko z moją kochaną rodzinką. Nie wiem dlaczego, ale kocham ten moment. Wszyscy siedzą razem i pałaszują pyszne kanapki. :)

Jednak inna ja w równoległym świecie, naskrobałam właśnie dla was recenzję tego wspaniałego tuszu! Muszę przyznać jednak, że dałam ciała. Mogłam wcześniej coś o nim maznąć, kiedy jeszcze nie skończył swojego żywota. Na zdjęciach przedstawiających moje oczy widać, że tusz zostawia już trochę grudek :( Zestarzał się biedaczek, dlatego już od kilku dni miziam się nowym tuszem z Eveline, którego recenzję napiszę jak wrócę do domku. :)

Obietnice producenta:
Posiada unikalną szczoteczkę, która oddziela rzęsy dając efekt wydłużenia i pogrubienia. Zawiera uelastyczniający rzęsy pantenol i odżywiające je woski roślinne.


Kolory:






Cena: ok 22zł / 10ml
Dostępny w drogeriach.


Standard standardowych standardów czyli opakowanie. Jest bardzo poręczne i wygodne. Bez zbędnych udziwnień.
Otwiera się bardzo łatwo, jednak trzeba to robić z wyczuciem, ponieważ nasadka ściągająca nadmiar tuszu lubi zostawać w rączce co jest bardzo denerwujące.
Zapach ma typowo tuszowy.


Jak widać, mój odcień jest czarny, który jest intensywny i bardzo wyrazisty.


Podczas wyciągania na końcówce szczoteczki lubi osadzać się nadmiar tuszu.
Sam aplikator jest średniej wielkości szczotką z równo rozstawionymi włoskami. Dodatkowo przymocowany jest do długiej rączki więc aplikacja jest dziecinnie łatwa.




Jak widać na zdjęciach efekt można stopniować, jednak należy to robić szybko, bo mascara szybko zasycha.
Można nią wyczarować delikatnie wyraziste rzęsy, bądź imitujące sztuczne.
Mascara sama w sobie zwiększa objętość rzęs, jednak wg mnie mogłaby je jeszcze trochę bardziej pogrubić.
Żadnych właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam.
Jest bardzo wytrzymała, trzyma się na rzęsach cały dzień aż do zmycia. Nie kruszy się pod oczami, jednak jeśli zaczyna się grudkować, można znaleźć trochę czarnych kuleczek pod oczami.
Nie rozmazuje się podczas deszczu mimo, że nie jest wodoodporna.
Nie tworzy efektu owadzich nóg, jednak jeśli już się zestarzeje to jej cudowne działanie zamieni sie w coś okropnego.
Jak ja żałuję, żę szybciej nie wstawiłam recenzji na jej temat. Generalnie baaaardzo polecam ten tusz do rzęs.

A wy używałyście go kiedyś? Macie innych faworytów? Koniecznie napiszcie o tym w komentarzach. :)

Post ten dodany jest automatycznie! Na wszystkie komentarze odpowiem po powrocie!
Obiecane rozdanie zorganizuję kiedy ilość obserwatorów przekroczy 100 i oczywiście jak wrócę.

Friday, 22 July 2011

Biedronkowo czyli recenzja szamponu Natei Naturals ogórek & limonka do włosów normalnych i przetłuszczających się.


Jak zapewne wiecie, w Biedronce można znaleźć skarby. Ja takowego jeszcze nie odkryłam, nawet w tym szamponie.

Obietnice producenta:
Szampon do włosów Natei Naturals Ogórek i Aloes przeznaczony jest do włosów normalnych oraz przetłuszczających się. Specjalnie opracowana formuła zawiera ekstrakty z aloesu i ogórka oraz kompleks witamin, które odżywiają włosy, utrzymując ich nawilżenie. Delikatna konsystencja oraz zapach sprawiają, że szampon jest wyjątkowo przyjemny w użyciu.

Skład:

Cena: ok 4zł / 500ml
Dostępny w Biedronce.


Znalazłam ten szampon tuż przed pójściem do kas. Był akurat w promocji, chyba za 3,50 zł. Spojrzałam na skład i kiedy nie zauważyłam w nim żadnych silikonów stwierdziłam, że go kupię.
Opakowanie to zwykła duża butla, trochę nieporęczna no ale przecież to pół litra szamponu. Otwiera się dość łatwo i niestety jest ryzyko, że podczas transportu może się nam wylać.
Zapach jest bardzo przyjemny, świeży. Wg mnie trawiasto ogórkowy.



Konsystencja jest bardzo wodnista, przez co podczas wylewania go na rękę z butli trzeba uważać, żeby za bardzo nie chlusnąć.
Ładnie się pieni i oczyszcza włosy. Nie wpływa jakoś specjalnie na przetłuszczanie moich włosów, ale przecież tego od niego nie wymagam. Nie obciąża ich.
Ogromny plus za brak silikonów z składzie. To jest u mnie podstawowa rzecz przy wyborze szamponu.
Jest trochę niewydajny, przez jego konsystencję - ale za tę cenę będę mu to wypominać? Nie, nie, nie :) Myję głowę codziennie więc nie narzekam :)
Trochę plącze włosy, łatwo się spłukuje.
Nie dostałam po nim łupieżu.
Polecam spróbować. Jest tani i  po prostu myje dobrze włosy.

Post ten dodany jest automatycznie! Na wszystkie komentarze odpowiem po powrocie!
Obiecane rozdanie zorganizuję kiedy ilość obserwatorów przekroczy 100 i oczywiście jak wrócę. 

Wednesday, 20 July 2011

Błyszczykowo - recenzja Virtual Maxi Brilliant Lip Gloss nr 12.


Witajcie!
Czytając tego posta wiedzcie, że jestem daleeeko od domu. Zwiedzam góry, moje ukochane stare miasto w Świdnicy i czas mija mi powoli.

Kolejny post, tym razem kolorówki jest o błyszczyku, który wygrałam w rozdaniu u Kamili.

Obietnice producenta:
Delikatnie kryjący błyszczyk do ust, z efektem przestrzennego refleksu w brylantowej powłoce.
Pokrywa usta lśniącą warstwą, nadając im maksymalny połysk, powodując optyczne ich powiększenie.
Nawilża i pielęgnuje delikatną skórę ust dzięki formule zwierającej kompleks witamin i olejek jojoba.

Cena: ok 12zł / 9ml
Dostępny w drogeriach i sklepach internetowych.


Standardzik rozpoczęć czyli opakowanie. Jest bardzo zwykłe, takie typowo błyszczykowe. Napisy na opakowaniu się ścierają, co wg mnie jest minusem, bo za jakiś czas zapomnę skąd go mam i jak się nazywa.
Otwiera się bez problemu, podczas wyciągania aplikatora nic nie kapie (w przypadku błyszczyków z Bell miałam kilka razy pobrudzone ubranie).


Kolor błyszczyka jaki do mnie przywędrował, to nr 12. Większość blogerek, które go opisywały również mają ten odcień.


Aplikator jest genialny. To taka zwykła gąbeczka x2. Bardzo ułatwia to aplikację błyszczyku. Nabiera odpowiednią ilość produktu, nic się nie rozmazuje czy nie kapie.
Zapach jest znośny, ale mógłby być lepszy. Znika zaraz po aplikacji.


Kolor jak już wcześniej mówiłam ma nr 12. Jest to mleczny róż, z mikro drobinkami. Bardzo podobny do błyszczyka Milky Shake z Bell.


Efekt na ustach jest zniewalający! Daje taką piękną, mleczną taflę. Drobinki dają subtelny efekt rozświetlenia, ale nie błyszczą się nachalnie. Prawie ich nie widać, jednak podczas noszenia można je lekko czuć.
Jest bezsmakowy, a szkoda - bo gdyby nadać mu taki mlecznotruskawkowy smak i zapach, byłby genialny!
Trwałość to ok 1,5 godziny bez jedzenia i picia. Schodzi w miarę równo.
Jest niestety bardzo klejący i wystarczy lekki wiaterek, aby mieć włochate usta.
W żadnym wypadku nie nawilża i trochę podkreśla suche skórki na ustach.
Wydajność jest w miarę dobra.
Czy polecam? Nie powiem, przeczytajcie moją opinię, porównajcie z innymi i wtedy zastanówcie się nad zakupem. Ja osobiście bym go nie kupiła, bo nie lubię błyszczyków. Zdecydowanie wolę szminki. :)

A wy jakie macie zdanie na jego temat? Używałyście go? Czy jest lepszy od Milky Shake z Bell? Koniecznie napiszcie to w komentarzach!

Post ten dodany jest automatycznie! Na wszystkie komentarze odpowiem po powrocie!
Obiecane rozdanie zorganizuję kiedy ilość obserwatorów przekroczy 100 i oczywiście jak wrócę. 

Monday, 18 July 2011

Mleczny krem do rąk i małe zakupki przedwyjazdowe :)


Hej!
We wtorek wyjeżdżam na 10 dni do babci w góry. Ale spokojnie! Posty będą dodawane automatycznie więc nie macie się czego bać. Co do rozdania - obiecałam, że takie zorganizuję jak przekroczę próg 100 obserwatorów. Więc postarajcie się! Jak wrócę chcę już wstawić posta rozdaniowego. Wszystko w waszych rękach.

Dzisiejsza recenzja jest może trochę nie na miejscu. Wiadomo mamy lato i problem spierzchniętych rąk jest jakby (mimo wszystko) nieadekwatny do pogody. Ale o tym kremie chce powiedzieć, bo zasługuje na szczególną uwagę.

Obietnice producenta:
Efektywnie odżywia i chroni dłonie przed wysuszeniem. Zawarte w kremie: proteiny mleczne, witaminy A i E oraz prowitamina B5 regenerują, nawilżają i odmładzają skórę nadając jej elastyczność i aksamitną gładkość. Keratyna roślinna odbudowuje i wzmacnia paznokcie.

Szczególnie polecany do zniszczonych dłoni i słabych paznokci, wymagających intensywnej pielęgnacji.

Skład:

Cena: ok 3zł / 125ml
Dostepny w drogeriach.

Wiadomo, przy wyborze kosmetyku kierujemy się jego opakowaniem. To jest niezwykle proste - ot zwykła tubka, nie za piękna i nie za brzydka. Bardzo miękka, dzięki czemu, jak mamy końcówkę produktu w opakowaniu łatwo ją wycisnąć.
Jako ogromny plus tego kremu, mogę uznać jego zapach. Jest OBŁĘDNY! Taki mleczny, taki subtelny. Musicie go kiedyś powąchać.

 

Konsystencja kremu jest w sam raz - ani rzadka ani gęsta.
Bardzo łatwo się rozsmarowuje na powierzchni dłoni. Szybko się wchłania.
Tuż po rozsmarowaniu czuć ogromną ulgę, dłonie nie są spierzchnięte, napięcie znika. Skóra jest gładka i miękka w dotyku. To uczucie utrzymuje się naprawdę długo.
Ten krem ratuje moje suche dłonie i słabe paznokcie. Odkąd go używam, moje rączki odżyły i nie mam już takich problemów jak wcześniej. Mogę nawet stwierdzić, że je uleczył! Regeneracja jest natychmiastowa.
Na plus przemawia też pojemność i cena. Produkt wystarcza na 2 miesiące ciągłego używania.
Naprawdę polecam wam ten krem do rąk!

Używałyście go kiedyś? Może macie inne propozycje kremów do rąk. Koniecznie podzielcie się tym w komentarzach.

A teraz na zakończenie posta chcę się pochwalić moimi nowymi kosmetykami: część jest zakupiona, a część dostałam. :)







Mam nadzieję, ża zakupy się Wam podobają. Napiszcie mi, co sądzicie, o tych produktach. Może je już kiedyś testowałyście.

I jeszcze chcę serdecznie podziękować za otagowanie w najnowszej zabawie One Lovely Blog Award:
craving for beauty
Sonnaille
Sandrusss
YoAnce
papierowej latarni
Nestii
Chcę tylko powiedzieć, że nie lubię tego typu zabaw. Jednak to, że mnie nominujecie jest ogromnym zaszczytem i jestem za to bardzo wdzięczna! Dziękuję Wam kochanie!! ;**

Wednesday, 13 July 2011

Be Beauty, Maseczka oczyszczająca - zmniejszone pory? Nie tym razem...


Lato mija, a pogoda nie dopisuje. Jest tak zmienna, że nie można nic zaplanować. Denerwuje mnie to trochę, ale co zrobić - nie ma się wpływu na takie rzeczy. Mam nadzieję, że chociaż w waszych zakątkach Polski (i nie tylko) jest pięknie i słoneczne. :)

Długo ociągałam się z recenzją tej maseczki. Wstępnie miałam ją opisać, jak zakończy swój żywot, ale już w tym momencie mogę opisać dobrze jej działanie - a może jego brak? Zaraz do tego dojdziemy.

Obietnice producenta:
Oczyszczenie i zmatowienie skóry.

Głęboko oczyszczająca maseczka przeznaczona dla osób w każdym wieku, do specjalnej pielęgnacji cery tłustej i mieszanej. Zawiera glinkę krzemową i minerały, które redukują nadmiar łoju i zapobiegają błyszczeniu się skóry. Ponadto oczyszczają i zwężają pory, usuwają toksyny, a także koją podrażnienia i zaczerwienienia. Maseczka spowalnia starzenie, a także zapewnia skórze odpowiednie nawilżenie. Pozostawia cerę zdrową, odświeżoną i aksamitnie gładką.

Sposób użycia:
Nałożyć maseczkę na oczyszczoną skórę twarzy omijając okolice oczu. Po około 10 minutach kolistymi ruchami wykonać delikatny masaż twarzy, a następnie zmyć pozostałości preparatu letnią wodą. Zastosować krem do cery tłustej i mieszanej. Stosować 2-3 razy z tygodniu.

Skład:
Aqua, Glyceryl Stearate, Steareth-25, Ceteth-20,Stearyl Alcohol, Isopropyl Myristate, Kaolin, Silt, Glycerin, Sodium Lactate, Sodium PCA, Glycine, Fructose, Urean, Niacinamide, Inositol, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Hydroxyethylcellulose, Triclosan, Dimethicone, Ethylparaben, Methylparaben, 2-bromo-2-nitropropane1,3-diol, Parfum

Cena: ok 6zł / 50ml
Dostępny w Biedronce.

Opakowanie to zwykła tubka, dość miękka, dzięki czemu można produkt wycisnąć do ostatniej "kropelki". Dozownik lubi się trochę brudzić i zasychać, ale nie przeszkadza to w wyciskaniu.
Zapach bardzo mi się podoba, jest taki delikatny, jakby trawiasty. Ciężko mi go określić. :)



Konsystencja jest kremowa, trochę lepka. Maseczkę można dzięki temu łatwo rozsmarować na skórze.
Nakładam ją na ok 20 min. Trochę dłużej niż zaleca producent - dlaczego? Czekam, aż skóra wciągnie całą maseczkę i porządnie zaschnie.
A teraz najważniejsze - działanie. Producent obiecuje:
- Redukcja nadmiaru łoju - no z tą redukcją jest tak 50/50. Skóra mniej się tłuści ale nie jest to efekt spektakularny. U mnie działa to tylko na policzki, strefa T bez zmian.
- Zapobiega błyszczeniu się skóry - jak ma zapobiec błyszczeniu, skoro skóra i tak się przetłuszcza z tą różnicą, że odrobinę mniej.
- Oczyszczanie i zwężanie por skóry - nieprawda! nieprawda! nieprawda! Nic nie robi w kierunku oczyszczania na mojej twarzy. Producent się wycwanił - "zmyć pozostałości preparatu letnią wodą". Nie ma to jak zwęzić pory letnią wodą...bo to właśnie na tym polega.
- Usuwanie toksyn - tego nie mogę stwierdzić. :)
- Koi podrażnienia i zaczerwienienia - tak! To mi się właśnie w niej podoba. Zaczerwienienia poprostu znikają. Nie jest to efekt długotrwały, ale na jeden dzień mogę o nich zapomnieć.
- Spowalnia starzenie - no mnie to jeszcze nie dotyczy :)
- Zapewnia skórze odpowiednie nawilżenie - tak! Skóra jest ładnie nawilżona po jej użyciu. Miękka i miła w dotyku.
Jak widać producent źle wybrał jej wiodące obietnice - nie zwęża porów skóry i nie oczyszcza (ja tego nie zauważyłam). Ale za to świetnie nawilża i koi podrażniania. Ma piękny zapach i niską cenę! Jest również wydajna, używam jej od kilku miesięcy (chyba 3), a mam jeszcze 1/3 opakowania. :)
Nigdy więcej jej nie kupię, jest tyle maseczek na rynku które spełniają każdą obietnicę producenta łącznie z tymi. :)

Rozdanie u Charmain:


Klik

Friday, 8 July 2011

Skóra muśnięta słońcem - Virtual, Summer Chic, Puder brązująco - rozświetlający, nr 132 Secret Bronze


Cześć dziewczyny!
Jutro jadę na działkę z przyjaciółmi na biwak. Ognicho, rozmowy przy piwie - żyć nie umierać. :) Wracam w niedzielę wieczorem, więc trzymajcie kciuki za ładną pogodę.

Dzisiejsza recenzja jest o kosmetyku, który urzekł mnie swoim zapachem i tym jak wygląda na skórze. Mówię o bronzerze z Vipery - Summer Chic.

Obietnice producenta:
Na opakowaniu:
Lekki, jedwabiście gładki puder błyskawicznie nadaje cerze promienny, opalony wygląd. Zawiera mikę oraz wyciąg z koralowca bogate w sole mineralne. Mika doskonale rozprasza światło, dzięki czemu cera nabiera blasku, a niedoskonałości skóry stają się mniej widoczne. Idealny do wykończenia makijażu  twarzy i dekoltu. W celu wymodelowania twarzy należy niewielką ilość pudru nanieść za pomocą pędzla na kości policzkowe, czoło oraz brodę.

Na stronie internetowej:
Początek lata to doskonały moment na nadanie skórze delikatnej opalenizny. Idealnym rozwiązaniem jest puder brązujący. Nie tylko nadaje zdrowy, opalony wygląd, ale także ożywia i rozświetla cerę.

Summer Chic to lekki, jedwabiście gładki puder prasowany, który błyskawicznie nadaje cerze promienny, opalony wygląd. Subtelnie rozświetla cerę drobinkami miki, dzięki czemu cera nabiera blasku a niedoskonałości skóry stają się mniej widoczne. Puder zawiera odżywczy wyciąg z koralowca bogaty w sole mineralne.

Summer Chic to trzy niepowtarzalne odcienie brązu, z których każdy jest odpowiedni nawet dla jasnej karnacji, doskonale stapia się ze skórą, nie tworząc efektu maski. Jest idealną alternatywą dla różu do policzków.

Przed użyciem bronzera należy upewnić się, że krem lub podkład dokładnie się wchłonął, dzięki temu na skórze nie powstaną ciemne, nieestetyczne plamy.

Puder nie kruszy się, nie osypuje się, nie zapycha porów i nie wysusza delikatnej skóry twarzy.

Dostępne kolory:

Skład:

Cena: ok 23zł / 16g
Dostępny w drogeriach i w internecie.


Jako pierwsze pod nóż idzie opakowanie. Jest to zwykła plastikowa puderniczka. Nie, nie - ogromna plastikowa puderniczka. Bez zbędnych udziwnień. Mi się nawet podoba. Mój egzemplarz ma ferelne zamknięcie, źle wyprofilowane i ciężko go otworzyć i zamknąć.


Po otwarciu opakowania, naszym oczom ukazuje się przepiękny deseń wytłoczony na pudrze i dodatkowo - zapach. Ja jak go po raz pierwszy otworzyłam i poczułam kakaowe nuty zakochałam się. Mogę go wąchać cały czas. Ten zapach jest tak wakacyjny! Widzę przed oczami ciepłe kraje, przejrzyste morze i piękną słoneczną pogodę.


Kolor jaki wygrałam u Kamili to 132 - Secret Bronze. Piękny, czekoladowo, miedziano złoty.


Konsystencja jest idealna jak na taki produkt. Nie jest zbyt krucha i nie nakłada się na pędzel ogromna ilość. Dzięki temu jest również wydajny. Kolor jaki puder daje na skórze jest również piękny. Ma w sobie nienachalne złote drobiny, które nie wędrują po twarzy i pięknie rozświetlają naszą skórę. Nałożony na szyję i dekolt sprawia, że nasza skóra wygląda apetycznie :)

Teraz zdjęcia które moga wywołać mdłości - czyli ja! :)





Bronzer daje bardzo delikatny efekt, który można spokojnie stopniować. Idealny dla osób które rozpoczęły swoją przygodę z bronzerami - czyli dla mnie. :)
Spokojnie utrzymuje się na skórze cały dzień, nie tworzą się nieestetyczne placki (chyba, że podkład którego ja nie używam się nie wchłonął ;p), nie spływa w upałach.
IDEAŁ!
A i nie zapycha! :)

Polecam Wam z całego serca ten bronzer, idealny produkt na lato!

A na dobry początek weekendu: moja Majka! Prawda, że słodka? :)

Tuesday, 5 July 2011

Cellulitowi mówimy nie! Eveline, Slim Extreme 3D, Serum intensywnie wyszczuplające + ujędrniające ANTYCELLULIT


Hej!
Po ogromnych testach kolorówki (spokojnie, będzie jej jeszcze duuużo na moim blogu), chcę przedstawić Wam kilka produktów do pielęgnacji ciała i twarzy. Na początek coś do ciała.

Obietnice producenta:
Serum intensywnie wyszczuplające + ujędrniające
Antycellulit 3D

Trzystopniowa kuracja modelująca:
-redukuje tkankę tłuszczową
-wysmukla sylwetkę, modeluje ramiona, uda, brzuch i pośladki
-skutecznie walczy z "upartym" cellulitem, wygładza rozstępy i przeciwdziała ich powstawaniu
Innowacyjna formuła Serum Intensywnie Wyszczuplającego Slim Extreme 3D, opracowana w laboratorium Eveline Cosmetics została mocno wzbogaca w składniki aktywne, dzięki czemu błyskawicznie modeluje sylwetkę. Zawarty w kosmetyku i opracowany wyłącznie w celu rzeźbienia i ujędrniania ciała kompleks Lipocell-Slim i L-karnityna przyspieszają metabolizm, efektywnie redukując podskórną tkankę tłuszczową.

Wyselekcjonowane składniki:
-Isocell Slim, Centella asiatica, kofeina i wyciąg z bluszczu intensywnie stymulują proces spalania kwasów tłuszczowych, blokują ich syntezę oraz przyspieszają odpływ limfy z tkanki tłuszczowej. Dzięki temu serum skutecznie likwiduje efekt "skórki pomarańczowej" jednocześnie modelując sylwetkę.
-Kolagen i elastyna błyskawicznie poprawiają jędrność, gładkość i elastyczność skóry. Miłorząb japoński zapobiega powstawaniu nowych rozstępów, wygładza i rozjaśnia już istniejące.
-Pielęgnacyjna formuła serum zawierająca minerały wód termalnych Północnej Bretanii oraz wyciąg z alg laminaria głęboko nawilża i doskonale odświeża skórę.
-Przyjemne uczucie chłodzenie towarzyszące aplikacji jest gwarancją natychmiastowego działania serum. Aktywne składniki zawarte w recepturze kosmetyku działają synergicznie zapewniając szybką i skuteczną kurację.

Skład:
Purified Water, Glycerin, Centella Asiatica, Laminaria Hyperborea, Cetyl Alcohol, Ginkgo Biloba, Caffeine, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate SE, Glycine Soja Oil, Dimethicone, Sodium Polyacrylate, Sodium Salicylate, Lecithin, Silica, Maris Sal, Hedera Helix, Lecithin, Carnitine, Ubiquinone, Hydrolysed Collagen, Hydrolysed Elastin, DMDM Hydantoin, Menthol, Isopropyl Alcohol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Fragrance.

Cena: ok 16 zł/ 200ml
Dostępne w większości drogerii.




Opakowanie jest bardzo proste, ot zwykła tubka. Mieści w sobie 200ml serum, ale dość często można spotkać gratisowe pojemności. Łatwo z niego wydobyć produkt.
Zapach po otwarciu jest dość charakterystyczny dla tego kosmetyku, ciężko jest mi go opisać.
Konsystencja kosmetyku jest przyjemna, taka pośrednia między kremem, a żelem. Pozwala ona z łatwością rozsmarować serum w ciało. Sprawia też, że produkt jest wyjątkowo wydajny, bo potrzebna jest naprawdę mała ilość, żeby pokryć wybrane partie ciała.
Tuż po nałożeniu czuć baaaaardzo przyjemny chłód! To znak, że produkt działa. Przy pierwszym użyciu myślałam, że mnie totalnie zamrozi, jednak w biegiem czasu, moc rażenia jest słabsza. Polecam po nałożeniu na ciało szybko umyć ręce, bo jedno dotknięcie w twarz albo inną część ciała może się skończyć nie przyjemnym w tym wypadku chłodzeniem.
A teraz najważniejsza część: działanie. Jak widać producent twierdzi, że to serum pomoże na każdą dolegliwość skóry na ciele. To jest nieprawda - nie działa na wszystko. Zacznę od tego co robi. :)
Na pewno redukuje cellulit - to ma się jak w banku. Od kiedy używam tego kosmetyku, nogi są jędrniejsze i mniej "sflaczałe". Ładnie napina skórę i sprawia, że jest jędrna i nawilżona. Co do działania wyszczuplającego - tego zbytnio nie mogę stwierdzić, ponieważ przed rozpoczęciem używania nie zmierzyłam obwodu ud. Tak samo redukcja rozstępów jest nam obiecana na wyrost. Mam ich trochę na nogach, ponieważ bardzo szybko urosłam - mam 180cm wzrostu i to niestety normalna przypadłość. Blizny te jak były, tak są.
Warto podczas stosowania tego kosmetyku, często robić peelingi, szorować newralgiczne miejsca gąbką. Kolejną dobrą radą jest używanie tego kosmetyku bezpośrednio przed rozpoczęciem wysiłku fizycznego. To potraja jego działanie. Wtedy efekt szczuplejszych nóg jest gwarantowany i wydaje mi się, że osiągnie się go szybciej niż bez używania tego produktu.
Reasumując: bardzo polecam ten produkt, jeśli chcecie się pozbyć cellulitu i trochę wspomóc odchudzanie. Nie dość, że ma przystępna cenę, to jego działanie jest genialne! Chcę też powiedzieć, że firma Eveline ma na rynku naprawdę dużo produktów z tej serii więc każdy znajdzie coś dla siebie.

A jakie jest Wasze zdanie na temat tego produktu? Używałyście go kiedyś? A może polecacie coś innego? Koniecznie piszcie w komentarzach!

Saturday, 2 July 2011

Matowe paznokcie z Joko. FindYourColor - Sea Story J104 mat.


Hej!
Czy u Was też tak pada? W Gdynii jest tak straszna pogoda! Wieje, pada, jest zimno... Zdecydowanie odradzam przyjeżdżać!
Dzisiaj mam zamiar naskrobać coś Wam o jednym z kilku fantów które wygrałam u Kamilii. :) Jak widać, będzie to notka o lakierze do paznokci - i nie jest on zwykły. Ma matowe wykończenie.

Obietnice producenta:
Światowe trendy w stylizacji paznokci na sezon jesień-zima 2010/2011 prezentują szaleństwo kolorów i ekstrawaganckie sposoby malowania. Specjaliści marki JOKO postanowili stworzyć lakiery do paznokci, które zadowolą eleganckie Polki. Powstała kolekcja Find Your Color, która z trendów czerpie najbardziej kobiece rozwiązania.

Eleganckie stylizacje paznokci w sezonie jesień-zima 2010/2011 są zdominowane przez naturalne beże, fiolety, i odcienie brązu. Styliści proponują również granat, odważną czerń oraz nieśmiertelną czerwień, która doskonale prezentuje się na paznokciach zarówno jako burgund, jak i w krwistym odcieniu. Najnowsza kolekcja lakierów JOKO Find Your Color zawiera 40 propozycji kolorystycznych, wśród których po raz pierwszy znalazły się całkowicie matowe kolory (103,104,105,106).

Lakiery Find Your Color zawierają polimery winylowe, które chronią paznokcie oraz zapewniają trwały efekt. Dzięki nim lakier nie odpryskuje i po kilku dniach zaledwie delikatnie ściera się z końcówek paznokci.





Wygoda - pędzelek typu one move.


Panoramiczny pędzelek typu one move umożliwia błyskawiczne pomalowanie całej płytki paznokcia za jednym pociągnięciem. Pędzelek jest elastyczny i dostosowuje się do kształtu paznokcia, dzięki czemu na powierzchni nie powstają żadne smugi. Czarny korek, który został zaprojektowany przez Włochów to nie tylko elegancki design, ale i wygoda, która pozwala na sprawną aplikację lakieru.

Dostępne kolory: ogniste czerwienie, czekoladowe brązy, fiolety oraz fuksje, odcienie różu, a także granat w wersji matowej i perłowej.
Cena: 12zł / 10ml
Dostępny w drogeriach.

Jak widać na pierwszym zdjęciu, opakowanie jest bardzo szerokie, ale mi to nie przeszkadza. Ba! Wręcz się podoba.


Jak widać, producent przykłada duże znaczenie do pędzelka, który można zobaczyć w dalszej części posta.


Wygrałam lakier w kolorze Sea Story. Jest to bardzo ładny, bardzo wyrazisty, niebieski kolor. A do tego - matowy! (nie do końca co wyjaśniam później)


Po otwarciu już nie jest tak kolorowo. Konsystencja lakieru jest baaardzo wodnista i aplikator nabiera za dużo lakieru. Trzeba chwilę poświęcić aby o boki wylotu buteleczki zdjąć nadmiar produktu. Jednak potem są już same plusy.


Pędzelek jest naprawdę szeroki! U mnie pokrywa swoją szerokością płytkę paznokcia. Aplikacja jest bardzo ułatwona. Kilka machów i lakier nałożony. Nie śmierdzi przy aplikacji. Lakier schnie szybko, po 10 min można robić już wszystko.


Wybaczcie, ale bardzo starałam się uchwycić ten mat i to było niestety najlepsze zdjęcie. Jak widać mimo wszystko, światło odbija się i tak i tak. Nie bez przyczyny. U mnie do pełnego pokrycia paznokcia były potrzebne 2 warstwy lakieru. To niestety zmniejszyło jego matowość. Zapomniałam zrobić zdjęcie 1 warstwy, ponieważ paznokcie malowałam 3 dni temu, a dzisiaj zrobiłam resztę fotek.
To nie koniec! Po trzech dniach, lakier zmienił się w zwykły, błyszczący lakier! Cały mat znikł! To naprawdę zdumiewające. :)
Co do trwałości spokojnie trzyma 3 dni bez top coatu, dopiero dzisiaj na końcówkach paznokci, są lekkie odpryski.

Bardzo podoba mi się efekt jaki daje na paznokciach, w dodatku to prawdziwy kameleon. Bardzo zaciekawił mnie inny matowy kolor: paradise coral, więc prędzej czy później się w niego zaopatrzę. Polacam!

A Wy używałyście może lakierów z tej serii? Co o nich myślicie? Koniecznie piszcie w komantarzach!

Rozdanie u Idalii