Thursday, 30 June 2011

Te wkurzające cekiny... Hean, Colour Celebration - róż do policzków, nr 272.


Cześć dziewczyny!
Na wstępie chcę Wam podziękować, za tyyyyle pozytywnych komentarzy pod ostatnim postem! Jesteście kochane i zachęciłyście mnie do wstawiania więcej takich notek. :)
U mnie po staremu, aktualnie wywalamy niepotrzebne rzeczy, aby nie zagracic nowych mieszkan. :)
Po tytule posta i zdjeciach widzicie, o czym będę dzisiaj pisać. Nadszedł czas na ostatnią recenzję kosmetyków Hean - różu do policzków. Uprzedzam, że nie używam takowych produktów i jest to mój pierwszy róż.

Obietnice producenta:
Najwyższej jakości kosmetyk wypiekany z dużą ilością migoczących iskierek. Pięknie rozświetla i modeluje owal twarzy. Trwały i wydajny w użyciu.
Delikatna, pudrowa konsystencja sprawia, że róż łatwo się rozprowadza i nie pozostawia smug.
Róż może być również stosowany jako cień rozświetlający na powieki - na sucho lub na mokro.

Zdjecie pochodzi z oficjalnego bloga Hean: www.heankosmetyki.blogspot.com - Klik
Numery od lewej: 271,272,273
Cena: 10,99zł / 3,6g
Dostępna na stronie internetowej: Klik
Oraz w wybranych sklepach: Klik


Zacznę standardowo o opakowania. Jest estetyczne, proste. Na samym początku miałam problemy z otwarciem. Klin mocno trzymał, ale z czasem ładnie się wyrobił i już nie ma tego problemu.



No i teraz zacznę wiązankę tego co mi się nie podoba. Po otwarciu opakowania, bardzo dużo produktu znajduje się na brzegach. Jak użyłam go pierwszy raz, to się pobrudziłam. Zaznaczę, że nawet jak leży na półce, to jakimś dziwnym trafem, magicznym wręcz, róż się kruszy.


Róż dostałam w kolorze nr 272. Jest to ciepły róż ze złotymi drobinkami.
Konsystencja jest w sam raz, przyjemność nakładanie nie - brokat wędrował u mnie po całej twarzy i było go nachalnie widać.



Nie wiem dlaczego, ale dzisiaj nie miałam weny robienia zdjęc. Nie mogłam nic uchwycić.
Dla mnie róż jest zbyt widoczny, świeci się jak kula dyskotekowa. Przecież z tego co wiem, ten rodzaj kosmetyku ma nam dać efekt zdrowego rumieńca, a nie placów różu z brokatem.
Co do trwałości, róż trzyma pół dnia, drobinki nawet do rana.
Co do użytkowania jako cienie do powiek, najlepiej wg mnie nadaje się kolor nr 273.
Ten róż, dla mnie (zaznaczam - DLA MNIE), jest totalnie nietrafiony.

Ogólne wrażenia na temat kosmetyków Hean, są bardzo pozytywne! Nie dajcie się zwieść opini o różu. Poprostu nie lubię takich kosmetyków, a ten zamiast mnie przekonać jeszcze utwierdził w moim przekonaniu.
Baza pod cienie i cienie do powiek są genialne! Polecam je każdemu i mam zamiar w przyszłości zaopatrzyć się w kilka rzeczy z tej firmy.

A teraz czas na kolejne testy. Otóż nie pochwaliłam się Wam, ale wygrałam rozdanie u Kamili (jej blog Tu).
Wygrana zobowiązuje, warunkiem jest to, że muszę napisać recenzje na blogu i wysłać linka do Kamili z "dowodem" :). Ale nawet bez tego bym Wam o nich napisała. Także, recenzje już niedługo!



Mam nadzieję, że notka Wam się spodoba. Piszcie koniecznie w komentarzach, czy używałyście któregoś z tych kosmetyków!

PS: Jeśli się Wam ten róż spodoba mimo wszystko, to z góry mówię, że będzie dołączony do mojego rozdania z okazji setki obserwatorów - a to może będzie już niedługo. Nie chcę trzymać czegoś, co mi jest niepotrzebne, a ktoś może namiętnie używać. Piszcie co o tym sądzicie, jestem ciekawa waszych opini. :)

Rozdanie u TheOleskiii

Rozdanie u kobiecych wariacji

Friday, 24 June 2011

Hean, High Definition Eyshadow - recenzji ciąg dalszy, czyli jak to wygląda na oku. :)


Cześć!
Z góry mówię, że jak coś zrobiłam nieudolnie to wybaczcie, ale nie jestem jeszcze w dziedzinie makijażu profesjonalistką. Starałam się, żeby jakoś to wyglądało. :)
Ogólnie do zrobienia takiej notki natchneła mnie Paula, której komentarz pod ostatnim postem stanowił dla mnie wyzwanie. Tu możecie zobaczyć jej bloga. :)


Jak już mówiłam, praca z tymi cieniami to czysta przyjemność, a więc zasiadłam sobie przed lusterkiem i zmalowałam takie oto cudo. :)
A jakich kosmetyków użyłam?
- baza pod cienie - Hean, Stay on eyeshadow base
- cienie do powiek - Hean, High Definition Eyeshadow (kolory: A,B,C)
- rozświetlacz - Manhattan, Magic Duo (niestety nigdzie nie mogę znaleść konkretnego numeru tych cieni)
- tusz do rzęs - Gosh Mascara, Amazing Length'n Build
- kredka do oczu - Pierre Rene, Eyeliner Waterproof
- korektor pod oczy - Eveline Cosmetics, Profesional Art Make Up



Mam nadzieję (wielką), że się spodoba. :)
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za komentarze!

Rozdanie u vexgirl:


Klik

Thursday, 23 June 2011

Hean, odsłona druga: High Definition Eyeshadow nr 408 Caffe Twist.


Wakacje! Wakacje! Wakacje! Wakacje!
Wczoraj odebrałam świadectwo i jestem wolna! Zdałam z dobrymi oceniami, więc mogę na dobre cieszyć się wakacjami. W planach mam przeprowadzkę, więc raczej nigdzie nie wyjadę w tym roku. Ale co tam, mieszkam nad morzem, więc mogę cieszyć się plażą i słońcem. A Wy macie jakieś plany na wakacje?

A teraz nadszedł czas na temat dzisiejszego posta - cienie do powiek z Hean. Dostałam je w ramach współpracy z firmą. Użwałam od początku, kiedy do mnie przywędrowały pocztą. Jak widać największe zużycie mają dwa cienie u góry. Są genialne! Ale przejdźmy do rzeczy.

Obietnice producenta:
Zestaw trwałych cieni do aplikacji pacynką lub pędzlem.
Wysokie nasycenie cieni pigmentem gwarantuje optymalne odwzorowanie koloru na powiece.
Aksamitnie miękkie i trwałe, dobrze przylegają do powieki.

Cena: 11,99zł / 6g
Dostępne tutaj: Klik
Bądź w wybranych sklepach: Klik

Na początku zacznę od opakowania. Jest proste, bez zbędnych udziwnień, nie ma w nim lusterka. Pudełko jest mocne, nie powinno się szybko zniszczyć.


Z tyłu opakowania można zobaczyć małą tabelkę, która wg mnie jest świetnym pomysłem. Pomaga nam w malowaniu się, bo wiemy na jaką okazję dany cień pasuje.


Po otwarciu opakowania mamy do dyspozycji 4 cienie do powiek, przeznaczone na różne okazje. Moja paletka jest w brązach, więc pasuje do wszystkiego.
Dołączona jest również pacynka, która posłużyła mi jedynie do wypróbowania cieni na ręce. A teraz po koleji opiszę każdy cień.

A - cień bazowy rozjaśniający - jest to cień z matowym wykończeniem. Idealny aby pokryć nim całą powiekę. Kolor to beż.
B - cień dzienny - również matowy, świetnie łączy się z cieniem bazowym, dając nam subtelny makijaż oka. Jego kolor mogę określić jako kawa z mlekiem.
C - cień wieczorowy - jest to cień perłowy, z połyskiem. Jest poprostu śliczny! Idealnie nadaje się na wieczorne wyjścia.
D - cień tonujący - daje on efekt smokey eye. Zawiera w sobie delikatne, złote drobiny.


A teraz coś o komforcie nakładania i noszenia. Paletka jest tak skonstruowana, że wszystkie cienie do siebie pasują w każdej kombinacji, dzięki temu możemy wykonać bardzo dużo makijaży.
Cienie w dotyku są aksamitnie gładkie, bardzo przyjemnie się je nakłada. Wystarczy niewielka ilość aby uzyskać pożądany efekt na oku.
Pigmentacja jest świetna, aparat trochę osłabił moc kolorów, w rzeczywistości są o wiele intensywniejsze.
Bardzo dobrze się łączą na oku, nie powstają plamy kolorów.
Wytrzymałość bez bazy jest ok. Do 8 godzin bez rolowania - przypomniam, że mam opadające powieki i to jest u mnie naprawdę długo. Z bazą z Hean do zmycia, tylko w kącikach oka, można zauważyć delikatne zrolowanie się.

Bardzo polecam te cienie! Są tanie i dobre. Jedynym problemem jest dostępność, ale myślę, że niedługo firma weźmie pod uwagę większą dystrybucję i sieciowe drogerie będą się o nią upominać.

A wy dziewczyny używałyście tych cieni? Jakie są Wasze wrażenia? Znacie inne dobre paletki cieni, za niewielkie pieniądze?
Jak o czymś zapomniałam wspomnieć to piszcie! Edytuję recenzję. :)

Ah zapomniałam, byłam jeszcze na mini zakupach. :)



I dla niewtajemniczonych, drogeria internetowa: Alle Drogeria zorganizowała konkurs dla blogerek! Możecie zgłaszać się w terminie 20-27 czerwca na profilu firmy na Facebooku. Więcej szczegółów tutaj: Klik


A tutaj link do sklepu: AlleDrogeria

Monday, 20 June 2011

Siła nie do zdarcia - recenzja bazy pod cienie z Hean


Cześć dziewczyny!
Dzisiaj nadszedł czas na pierwszą z trzech recenzji, kosmetyków Hean, które dostałam w ramach współpracy. Testy są w fazie końcowej, więc w tym tygodniu powinnym pojawić się wszystkie recenzje. Ale na początek zanudze Was moimi przygodami z życia. W środę kończę rok szkolny, przedemną wakacje i perspektywa przeprowadzki. Fajnie jest mieć dwa domy: jeden u taty i jeden u mamy. Dodatkowo fajnie łączyć dwa wrogie sobie miasta: Gdańsk i Gdynię. Otóż w dni wolne od szkoly czeka mnie niezła masakra, sieczka, dużo mało przyjemnych sytuacji, wkońcu dowiem się z kim będę mieszkać i takie tam. Normalka jak na moją nastoletnią głowę. Nie życzę tego nikomu! A teraz przejdźmy do spraw przyjemnych, które pozwalają mi się zrelaksować.

Obietnice producenta:

Utrwalająca i wygładzająca baza pod cienie prasowane i sypkie.

Wzmacnia intensywność koloru, utrwala cienie i ułatwia ich aplikację. Nie pozostawia tłustego filmu.

Skład:
C11-13 Isoparaffin, Talc (and) Triethoxycapryly lsilane, Ozokerite, VP/Hexadecene Copolymer, Mica, Polyethylene, Phenoxyethanol (and) Methyl paraben (and) Ethylparaben (and) Butylparaben (and) Propylparaben (and) Isobutylparaben, Isopropyl Mirystate, Limnanthes Alba (Meadowfoam) Seed Oil, Isohexadecane, VP/Eicosene Copolymer, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil (and) Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (and) Tocopheryl Acetate (and) Ascorbyl Palmitate (and) Linoleic Acid, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Geraniol, [+/- Synthetic Fluorphlogopite, CI 77891, CI 45430:1, CI 77007, CI 77742]

Cena: 10,49zł / 14g
Dostępna tu: Klik
A tutaj możecie sprawdzić, czy w waszej drogerii jest dostępna: Klik


Recenzję zacznę od wyglądu opakowania. Zapewne obiło się już Wam o oczy i uszy, że jest łudząco podobne do opakowania błyszczyka z Kobo. Inaczej - nie tylko opakowanie bazy jest identyczne jak z Kobo. Pokażę to Wam przy następnej notce. Jak wiadomo, jest też duże, ogromne wręcz! Mi ta baza na całe życie starczy, serio. Zakrętka dobrze się zamyka więc kosmetyk w środku nie wyschnie
Zaraz po otwarciu, nasz nos wyczuje zapach, wg mnie jest sliczny! Ale wiadomo to kwestia gustu. Zaraz po nałożeniu sie ulatnia.
Kolor bazy jest bladoróżwy, z delikatnymi drobinkami, jednak na oku ładnie stapia się ze skórą i jest niewidoczny.
Nie zostawia tłustego filmu.


Konsystencja jest wręcz bajeczna! Mogłabym sie "bazować" cały dzień! Nie jest ani za twarda, ani za miękka, poprostu w sam raz. Dzięki temu nie ulotni sie ona zbyt szybko ze słoiczka.


Co do działania (bo przecież o to tu chodzi), jest genialna! Każdy cień jaki mam utrzymuje się na niej praktycznie cały dzień, a na bazie z Kobo ledwie kilka godzin. Pewnie by się trzymały aż do zmycia, jednak mam opadające powieki i pod wieczór, delikatnie w kąciku można zaobserwować delikatne rolowanie.
Baza delikatnie podbija kolory cieni. Pomarańcz w środku (zdj. poniżej) jest z firmy Virtual, reszta to Kobo (pomarańcz z prawej), Inglot (pierwszy z lewej), Bell (drugi z lewej), Hean (brąz obok cienia z Kobo).


A teraz chcę wam pokazać, jak marnie przy bazie z Hean, wygląda baza z Kobo:



Baza z Kobo mieści 6g produktu, a baza z Hean aż 14g! Do tego za produkt Kobo zapłacimy 17zł, a Hean 11zł. Jakość bazy z Hean o miliard procent przewyższa tę z Kobo. Może się wydawać, że Hean robi z siebie pordóbkę Kobo, jednak mi się wydaje, że jest na odwrót.
Jako ciekawostkę można uznać, że obie firmy są partnerami handlowymi. :)

Polecam tę bazę z całego serca! Jest genialna! Moge jedynie opierdzielić firmę za słabą dostępność. Takie perły powinny być wystawione w każdej drogerii!

A wy co myślicie o tym kosmetyku? Używałyście jej kiedyś? Piszcie koniecznie w komentarzach!

PS: Jeżeli o czymść zapomniałam napisać, to powiedzcie, edytuję recenzję. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze!

Saturday, 18 June 2011

Zagubiona kredka Vipery, Ikebana Albino 020 i awokadowe niebo z masłem do ciała z Bielendy. :)


Witajcie dziewczyny!
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją dwóch produktów. Pierwszy dostałam już jakiś czas temu, jest to kredka z Vipery, którą używa się do frencha. Nie mogłam się zabrać do testów, bo moje paznokcie wołają o pomstę do nieba. Leżała w czeluściach mojej kosmetyczki, aż w końcu stwierdziłam, że oddam ją siostrze mojego chłopaka. Kaśka skrupulatnie testowałą kredkę i opowiedziała mi co o niej sądzi. Zrobiła też zdjęcia, tego jak wygląda kredka. Więc już wiecie, że te piękne paznokcie nie są niestety moje. :) Dobra a więc zaczynamy!

Producent dodał kredkę do oferty na swojej stronie internetowej, bo wcześniej nie było o niej nic wiadomo: Klik


Obietnice producenta:

Kredka do Paznokci Albino

Produkt wybielający optycznie płytkę paznokcia od spodu
Doskonały do ekspresowego francuskiego manikiuru
Daje efekt naturalnie wyglądających, zadbanych paznokci.

Cena: Nie ma nigdzie podanej, ale napewno będzie w granicach 10 zł

Dobra, teraz czas na ogólne wrażenia. Wizualnie produkt spodobał się mi i Kasi. Firma ładnie opakowała tę kredkę.
Co do ogólnego wrażenia z malowania, rysik jest twardy, dla niektórych to plus, dla innych minus. Jesli nie lubicie twardych kredek, tę można wcześniej zamoczyć w wodzie i po tej czynności maluje się nią, jak masełkiem.



Jak widzicie, efekt nie powala. Końcówki paznokci są wyrazistrze i owszem drugie zdjęcie jest z lampą, jednak efekt nie jest skłamany.
Co do trwałości, jest przerażająco krótka. Moja testerka mogła cieszyć się takimi paznokciami do pierwszego mycia rąk. Kosmetyk poprostu się zmył.

Ogólnie, kredka jest wg mnie po to, że jak jesteście gdzieś poza domem i nagle wasz french się odprysł, możecie nią go szybko naprawić. Tu sprawdza się idealnie. Prawdziwego, pięknego frencha jednak nie zastąpi.

A teraz czas na recenzję masła do ciała z Bielendy.


Obietnice producenta:
Masło do ciała AWOKADO o pięknym tropikalnym zapachu to bezpieczny kosmetyk polecany do całorocznej pielęgnacji skóry suchej i odwodnionej.

Działanie:
Intensywnie i trwale nawilża głębokie warstwy skóry, delikatnie ją natłuszcza i skutecznie regeneruje. Zatrzymuje wodę w naskórku, likwiduje uczucie nieprzyjemnego napięcia skóry, wzmacnia ją, przywraca jej jędrność i elastyczność. Skutecznie odbudowuje i zmiękcza naskórek; koi, łagodzi podrażnienia.

Efekt:
Optymalnie nawilżona, promienna, zregenerowana skóra. Podrażnienia, szorstkość i łuszczenie się naskórka zredukowane. Uczucie napięcia i pieczenia skóry zlikwidowane.

Skład:
Aqua (Water), Ethylhexyl Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Urea, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-18, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Cocoate, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Dimethicone, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Ethylene/Propylene/Styrene Copolymer, Butylene/Ethylene/Styrene Copolymer, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance)

Cena: 15zł / 200ml
Dostępne w dregeriach.


To masło jest genialne! Ma piękny zapach tropików, który pobudza zmysły. Zapach ten również bardzo długo się utrzymuje.
Jego właściwości nawilżające są cudowne! Idelany dla suchej skóry, która jest podatna na wszelkie podrażnienia.
Wchłania się w miarę szybko, pozostawiając skórę miękką i przyjemną w dotyku. Nie ma uczucie ściągnięcia, przy nim można zapomnieć, że wogóle istnieje takie zjawisko.


Konsystencja jest ani za gęsta ani za żadka. Idelanie rozprowadza się po ciele.
Bardzo wydajne, mi na spółę z mamą wystarczyło na miesiąc.
Cena również nie odstrasza, jak wiadomo The Body Shop ma monopol na masła do ciała, ale to jest wg mnie nawet lepsze! I to właśnie dzięki cenie.
Opakowanie jest duże i poręczne.
Polecam z całego serca! Jest to najlepsze masło jakie miałam.

A wy dziewczyny co sądzicie o tych kosmetykach? Używałyście ich? Piszcie w komentarzach o waszych ulubionych masłach do ciała!

PS: Następna notka będzie o Bazie pod cienie z Hean. :)

Konkurs u Desire:


Link do konkursu: Klik
Do wygrania są naprawdę świetne nagrody!

Monday, 13 June 2011

Babunia znowu z natarciu - recenzja szamponu i kompresu "Babuni" od Joanny + Współpraca z HEAN.


Witajcie dziewczyny!
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzjami babuniowych kosmetyków. Na początek chcę przypomnieć recenzję pierwszego produktu z tej serii: Serum na końcówki: KLIK!
Byłam i jestem dalej z niego zadowolona, więc postanowiłam wypróbować inne produkty z tej serii. Pierwszy pod nóż idzie Kompres Babuni z proteinami mlecznymi i ekstraktem z miodu.

Obietnice producenta:
Z apteczki babuni:
Kompres nawilżająco - regenerujący

Unikalna receptura:
Czerpiąc z tradycji medycyny ludowej opracowaliśmy formułę opartą na naturalnych składnikach pomocnych w rozwiązywaniu problemów z włosami i skórą głowy.

Siła natury:
Skorzystaj z wieloletnich doświadczeń i mądrości pokoleń - poznaj sprawdzony przepis na pielęgnację włosów suchych i zniszczonych :
Miód - działa silnie nawilżająco dzięki wysokiej zawartości cukrów, aminokwasów i witamin.
Mleko - cenne źródło protein mlecznych działających odżywczo, nawilżająco i ochronnie.

Efekt:
Kompres nawilżająco - regenerujący dzięki zawartości składników naturalnych zdecydowanie poprawia wygląd i kondycję włosów, działa silnie pielęgnująco i odżywczo. W rezultacie otrzymasz:
-Włosy intensywnie nawilżone i zregenerowane
-Znacznie bardziej błyszczące, miękkie i puszyste
-Łatwe do rozczesywania i układania


Cena: ok 7zł / 250g
Dostępny w drogeriach.


Może powiem tak - ta maseczka nie zastąpiła mi mojej ukochanej z Bivaxu - inaczej, jej żadna inna maseczka nie zastąpi. Ale przejdźmy do tej.
Jak widać, cena jest mała, opakowanie duże, czyli pod względem kieszeni test jest zdany. W środku znajduje się biały, lejący się kompres. Dla mnie konsystencja jest za żadka jak na taki kosmetyk.
Nakładam ją raz w tygodniu w formie bazy do maseczki o której pisałam tu: Klik. W takiej postaci, ładnie nawilża włosy, sprawia, że są miękkie i puszyste.
Włosy po użyciu się ładnie rozczesują.
Ma przepiękny zapach miodu i mleka - bardzo podobny jak w serum.
Podsumowując, dobry produkt jak na tę cenę, ale więcej go nie kupię - w składzie obecne są silikony, co dla mnie w masce jest niedopuszczalne. Pozatym, bez wzbogacania, zachowuje się jak zwykła odżywka, tylko o wiele trudniej spłukać ją z włosów.
Ogólnie polecam, ale nie wszystkim może podpasować.


Ten szampon kupiłam ze względu na bardzo ładny skład i ciekawość czy okaże się lepszy od Farmony (Recenzja tutaj: Klik)

Obietnice producenta:
Z apteczki babuni:
Szampon normalizujący.

Unikalna receptura:
Czerpiąc z tradycji medycyny ludowej opracowaliśmy formułę opartą na naturalnych składnikach pomocnychw rozwiązywaniu problemów z włosami i skórą głowy.

Siła natury:
Skorzystaj z wieloletnich doświadczeń i mądrości pokoleń - poznaj sprawdzony przepis na pielęgancję włosów przetłuszczających się.
Drożdże piwne - bogate źródło witamin z grupy B i aminokwasów, wpływają regulująco na procesy zachodzące na skórze głowy.
Chmiel - wskazuje działanie przeciwłojotokowe i wzmacniające.

Efekt:
Szampon normalizujący dzięki zawartości składników naturalnych reguluje pracę gruczołów łojowych i ogranicza proces przetłuszczania się włosów. W rezultacie otrzymasz:
-Dokładnie i skutecznie oczyszczone włosy i skórę głowy.
-Włosy puszyste, lekkie i pełne życia.
-Milsze w dotyku i bardziej lśniące.

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Glycereth-2 Cocoate, Cocamidopropylamine Oxide, Polyquaternium-7, Faex Extract, Humulus Lupulus Extract, Propylene Glycol, Alcohol Denat., Allantoin, Citric Acid, Disodium EDTA, Parfum, Hexyl Cinnamal, DMDM Hydantoil, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone

Cena: ok 6zł / 300ml
Dostępny w drogeriach.


Ten produkt bardzo mnie zaskoczył. Jest to jeden z lepszych szmponów jakie używałam. Świetnie oczyszcza włosy, pięknie pachnie, mało kosztuje i przedewszystkim trzyma moje włosy w ryzach cały dzień.
Ja myję włosy codziennie, ponieważ na drugi dzień po umyciu są już tłuste - przekleństwo dojżewania u mnie niestety. Jednak kiedy używałam innych szmponów z silikonami, pod koniec dnia miałam już tłuste.
Nie wywołał u mnie łupiezu, ani swędzenia głowy.
Trochę plącze włosy, w końcu to szampon ziołowy - jednak wystarczy nałożyć odżywkę i po problemie.

Zmywa oleje z włosów przy dwóch myciach, gdzie przy drugim potrzebna jest niewielka ilość szamponu. Genialnie się pieni! Ja lubię jak szampon daje pianię ale nie jest jej ogrom.
Bardzo wydajny, zużyłam 2/3 butelki w miesiąc, a przy codziennym myciu to naprawdę niezły wynik.
Co do Farmony - to dalej mój szampon nr 1, ten jest na drugim miejscu. Oczywiście, jak każda dziewczyna lubię testować nowe rzeczy - więc w kolejce czeka szampon z Biedronki.
Polecam ten produkt, naprawdę jest dobry!

Na koniec chcę się pochwalić, że nawiązałam współpracę z firmą Hean.


Link do strony głównej: Klik!

Byłam bardzo ciekawa tych kosmetyków. Nie są one dostępne w województwie pomorskim. Jednak będę apelować do firmy, aby zostało to zmienione.

A oto kosmetyki które dostałam:


Spodziewajcie się recenzji w przyszłym tygodniu!

Na dzisiaj to wszystko. Jutro jadę z klasą na Hel. Oczywiście pewnie pogoda będzie brzydka, ale co tam. Klasę mam cudowną! Uwielbiam z nimi spędzać czas w szkole, po szkole. Wszystkim życzę takich przyjaciół i znajomych! Dobra lecę oglądać "Misia". Trzymajcie się! ;*

Saturday, 11 June 2011

Lubicie żelki? Bo ja tak! : Recenzja błyszczyka Bell Gelly Lip Gloss.


Witajcie moje obserwatorki i nie tylko!
Na początek chciałabym Was zachęcić do klikania "obserwuj" publicznie - nie bez powodu. Od początku prowadzenia bloga, obiecałam sobie, że jak ilość obserwatorów dobije do 100-tki, zrobię rozdanie. Więc to nie jest tylko mój interes ale również Wasz. Więc zachęcam gorąco!

Ostatnio pisałam do Was ze słonecznej Gdynii, dzisiaj nie jest tak słoneczna jak wtedy. Mamy za sobą naprawdę okropną pogodę, ale patrząc teraz za okno, mam nadzieję, że się rozpogodzi. Wiecie, że w tym tygodniu gościmy u siebie gwiazdy? Ja nie spotkałam jeszcze żadnej, ale może dzisiaj się wybiorę do centrum i zupełnym przypadkiem będę przechodzić koło teatru muzycznego i hotelu Gdynia :) Nauka wczoraj została oficjalnie zakończona. Oceny wystawione, srednia wysoka (niestety zachowanie nie pozwoliło mi na pasek ;p ) i w końcu mogę robić to co lubię! Spodziewajcie się nawałnicy notek :) Ok, recenzję czas zacząć!

Jak wiecie już z poprzedniego posta, nie lubię błyszczków. Moje zdanie się nadal nie zmieniło, więc postaram się wam obiektywnie ocenić ten produkt.

Obietnice producenta:

Musisz je mieć!

Ich soczyście owocowy zapach , lekka konsystencja i

odjazdowe kolorki sprawią, że zakochasz się w nich bez pamięci!

Zostań królową pocałunków!

Postaw na WOW!

Szklisty, transparentny kolor, który pokryje Twoje usta to zasługa nowoczesnej technologicznie bazy.


Zabierz je na imprezę, do kina, na randkę, na spacer i na… wakacje i ciesz się słońcem bez obaw!

Błyszczyki zawierają filtr UVB chroniący usta przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.

Kolory i ekspozytor:




Cena: ok 10zł / 5,5g
Dostępny w drogeriach i w internecie.

Standardowo, zacznę swoją opinię od opakowania. Producent, daje nam bardzo zgrabny kosmetyk, który każda z nas zmieści w swojej torebce. Nadruki na opakowaniu są bardzo dziewczęce - jak dla mnie za bardzo, ale myślę, że dziewczyną w wieku gimnazjum i podstawówki najbardziej przypadną do gustu.


Aplikator jest wg mnie idealny. W porównaniu z Milky Shake jest to gąbeczka, którą jednym ruchem pokryjemy usta. To lubię najbardziej. Jest tylko jedno ale, przy otwarciu może się nabrać za dużo błyszczyka i niestety ale może nam skapać przy tym ruchu na ubrania, więc uważajcie.


Ja dostałam od Bell błyszczyk w kolorze 3. Mimo, że jest transpatentny, nadaje ustom iście malinowy odcień.


Tak prezentują się moje usta nie miziane żadnym kosmetykiem.


A taki efekt daje błyszczyk z Bell. Jak widać jest to piękna, połyskująca tafla. Gelly Lip Gloss będzie się pasował do każdego makijażu, potrafi też ładnie podkreślić kolor szminki.


Ogólne wrażenia na temat błyszczyku są podobne jak w Milky Shake Klik. Utrzymuje się max godzinę, pod warunkiem, że nie będziemy nic jadły, piły itp.
Włosy kleją się do niego troszeczkę mniej, ale i tak to zjawisko czasami się zdaża. Dlatego nie lubię błyszczyków.
Zapach w opakowaniu jest mocny, malinowy - wg mnie piękny! Na ustach zaś go nie czuć.
Wydajność jest normalna jak na błyszczyk, nie znika jakoś wybitnie szybko, ale trzeba wziąć pod uwagę częste poprawki.
Nie wysusza ust, ale też ich nie nawilża, jest dla nich obojętny.
Plus za filtry! Mimo, że nie wiemy ile ich tam jest, ale zawsze jest to jakaś ochrona, szczególnie latem.

Co myślicie o tym produkcie z Bell? Spodobał Wam się? Używałycie go? Koniecznie piszcie w komentarzach!

Jest to ostatnia recenzja przysłanych mi kosmetyków z Bell. Ogólne wrażenia są naprawdę pozytywne! Ich kosmetyki są dobrej jakości, nie wyrządzają krzywdy. Polecam tę markę! Wspierajmy polskie firmy!