Wednesday, 31 August 2011

WYNIKI ROZDANIA!


I bez owijania w bawełnę, kosmetyki wygrywa....



Alex !!!!!!!!



Serdecznie gratuluję wygranej! Zwycięzca ma obowiązek zgłosić się do mnie do 7.09 do godziny 22:00. Jeśli tego nie zrobi, nagrodę rozlosuję ponownie.
I proszę Was, moje kochane dziewczyny, nie łamcie się, że teraz się nie udało. Będę organizować (i nie tylko ja) dużo takich rozdań i na pewno kiedyś się Wam poszczęści. :)

MMM! Zapach wakacji zamknięty w butelce? Tak! St.Ives, Nawilżający żel pod prysznic - Ogórek i Melon.


Eh... muszę to powiedzieć. Dzisiaj jest ostatni dzień wakacji. :( Jestem tak nieszczęśliwa, że sobie nie wyobrażacie. Ale ten rok szkolny zapowiada się i tak ciekawie. Idę do drugiej klasy LO, w przyszłe wakacje mam 18 urodziny, w kwietniu robię prawko, zaczynam pracę (na razie w soboty i dni wolne od szkoły), przeprowadzam się do Gdańska - więc będzie naprawdę ciekawie. Ale teraz czas na obiecaną recenzję. :)

Obietnice producenta:
Od stuleci Szwajcarzy rozwijają i udoskonalają tajemnice naturalnie pięknej skóry. Tylko St.Ives poznał te sekrety i zamknął w recepturze nawilżającego żelu pod prysznic. Orzeźwiający zapach żelu ożywia Twoje zmysły, a cudownie lekka piana delikatnie oczyszcza skórę, zostawiając ją gładką i miękką w dotyku.


Skład:

Z tego co mi wiadomo, są jeszcze 3 wersje tego żelu: z kolagenem i elastyną, odświeżający błękit, energizujące owoce cytrusowe. Mi najbardziej z tych wszystkich podobała się wersja z melonem.
Opakowanie jest ot zwykłe, co wcale nie znaczy, że to źle. Nie otwiera się przypadkiem w kosmetyczce za co mu dziękuję, bo zawsze jak się pakuję nachodzi mnie taka tzw. schiza. Pojemność jest genialna -343 ml i mi jak na razie starczył na miesiąc, a jeszcze mam 1/3 opakowania. Zapach jest GENIALNY! Po prostu piękny. Taki słodki, ale nie przytłaczający, orzeźwiający i dający kopa na cały dzień. Niestety znika po jakiejś godzinie od umycia się.  Konsystencja żelu jest trochę lejąca i na początku można wylewać zbyt dużo na rękę, jednak po kilku seansach można się nauczyć to obsługiwać. Serio do umycia się wystarczy niewielka ilość żelu. Nie pieni się baardzo ale jest bardzo jakby to powiedzieć rozciągliwe? Hehe, domyślicie się chyba o co mi chodzi. :) To nie jest z gumy ale jak się tak mydlisz i mydlisz to z miejsca na miejsce się ciągnie za tobą ta pianka. Kropka wielkości ziarnka grochu starcza na umycie mojej 1 nogi, co przy 180 cm jest wyczynem ;p Żel nie wysuszył mojej skóry i nie muszę się balsamować po jego użyciu. Coś jest w tej formule norweskiej. Podsumowując polecam ten żel nie tylko na lato ale też kiedy za oknem będzie deszcz, śnieg i inne pogodowe usterki. Powrócą wam wspomnienia ciepłych dni lata (o tych zimnych zapominamy). :)

Przypominam, że dzisiaj kończy się moje rozdanie. :) Link do rozdania po prawej stronie na pasku organizacyjnym i notka niżej. :)

Przypominajka! Moje pierwsze rozdanie dobiega końca!


UWAGA PRZYPOMINAM! ROZDANIE TRWA DO GODZINY 22:00 DNIA DZISIEJSZEGO. TO SĄ OSTATNIE GODZINY, ŻEBY ZGARNĄĆ TE SMAKOWITE NAGRODY!
SZCZEGÓŁY TUTAJ!

Saturday, 20 August 2011

Czy kosmetyk z drogerii może pomóc na problemy z cerą? Tak! Recenzja Eveline Pure Control SOS, antybakteryjnego toniku głęboko oczyszczającego.


Witajcie moje czytelniczki!
Na początek chcę powiedzieć, że ten produkt kupiłam sama. Nie dostałam go do testów od firmy Eveline. Nie zmienia to faktu, że moja ocena będzie w 100 % szczera - tak jak wszystkie na blogu.
Co skłoniło mnie to kupna tego toniku? Wy! Tyyyle się naczytałam na jego temat jakiś czas temu, że nie mogłam go nie wypróbować. I nie żałuję!

Obietnice producenta:
Masz problem z nawracającymi pryszczami i podrażnionymi zmianami trądzikowymi?
Pure Control SOS antybakteryjny tonik głęboko oczyszczający dzięki połączeniu przeciwbakteryjnego kwasu salicylowego i łagodzącego d-panthenolu reguluje wydzielanie sebum i doskonale zwalcza pryszcze oraz zaognione zmiany trądzikowe.

Chcesz się pozbyć czarnych kropek i błyszczącej skóry?
Dzięki delikatnie złuszczającym właściwościom kwasu salicylowego tonik skutecznie eliminuje zaskórniki, zapobiega powstawaniu nowych, pomaga zwalczyć ślady po trądziku, pozostawiając skórę świeżą i matową.

Kiedy stosować?
Używaj Pure Control SOS antybakteryjnego toniku głęboko oczyszczającego w przypadku dużych zmian trądzikowych. Stosuj codziennie rano i wieczorem po dokładnym umyciu twarzy jednym z preparatów z serii Pure Control SOS.

Zauważalne efekty:
- zmniejszona ilość pryszczy i zaognionych zmian
- mniej zaskórników i śladów po pryszczach
- odczuwalne zmniejszanie podrażnień

Skład:

Cena: ok 11 zł / 200 ml
Dostępny w drogeriach i marketach.



Teraz czas przejść do recenzji. Na samym początku ocenię opakowanie. Jest ono przezroczyste co jest ogromnym plusem, bo można kontrolować kiedy produkt zacznie się kończyć. Otwarcie jest tradycyjne, a podczas aplikacji nie wylewa się za dużo produktu.
Moja wersja butli mieści w sobie promocyjne 200 ml toniku.
Kolor produktu jest niebieski co zresztą widać :)
Zapach jest taki unisex, mi się podoba i myślę, że dla facetów też się sprawdzi. Szybko się ulatnia po aplikacji.
Po nałożeniu na skórę nie zostawia lepkiej warstwy, co dla mnie jest kolejnym plusem, bo nie lubię tego uczucia. Wchłania się bardzo szybko.
Tonik świetnie oczyszcza - kiedy skończymy się miziać wacikiem można na nim zauważyć resztki brudu mimo wcześniej umytej skóry! A robię to bardzo dokładnie - żelem micelarnym i zwykłym.
Nie wysusza mimo obecności alkoholu w składzie. Mojej skóry nie podrażnił, co czasami mi się zdarzało podczas używania toników. Świetnie przygotowuje skórę pod krem.
Teraz czas na najważniejszą rzecz czyli właściwości. Tonik zawiera w sobie kwas salicylowy, więc idealnie nadaje się do skóry tłustej, mieszanej czy z niedoskonałościami typu wągry, krostki, blizny potrądzikowe z racji na swoje właściwości złuszczające.
Mniejszego wydzielania sebum nie zauważyłam - po prostu na mojej cerze to się nie sprawdza.
Co do trądziku - działa fenomenalnie! Mniejsze krostki znikają po 2 dniach zaś te większe nie są tak mocno czerwone i też szybciej znikają. Tonik wygładził mi moje czoło, które przed użyciem było pełne niedoskonałości. Teraz pojawiają się one rzadziej, a resztka dalej jest dobijana.
Eliminacje zaskórników mogę cenić 50/50. Mniejsze owszem znikają, nie robią się czarne i nie powstają z nich pryszcze, ale te większe które miałam musiałam usunąć innym sposobem.
Blizny potrądzikowe znikają z dnia na dzień.
200 ml starczyło mi na miesiąc użytkowania, a raczej maltretowania więc wydajność jak na mnie ma naprawdę świetną.
Podsumowując: tonik jest idealny dla mojej cery i nie szukam już żadnego innego. Pomógł mi się pozbyć uciążliwych krostek i mniejszych wągrów i utrzymuje moją skórę w bardzo dobrym stanie. Polecam!

Jeżeli zapomniałam o czymś wspomnieć to koniecznie piszcie w komentarzach! Odpowiem i edytuję recenzję. Pozdrawiam! ;**

Friday, 12 August 2011

Orzeźwiające połączenie! - Ogórek & Limonka od Bielendy...


No to do roboty! Przygotowałam zdjęcia do tej recenzji jeszcze przed moim wyjazdem, ale dopiero dzisiaj mam czas, żeby co nieco napisać o tym kremie.

Obietnice producenta:
Ulepszony krem matująco - normalizujący Ogórek & limonka to idealny kosmetyk w walce z błyszczącą skórą, pryszczami i zaskórnikami oraz przebarwieniami.
- idealni matuje skórę
- pochłania nadmiar sebum
- zwęża i zamyka pory
- zapobiega powstawaniu wyprysków
- łagodzi podrażnienia i zmiany trądzikowe
- przeciwdziała powstawaniu zmarszczek.
Efekt: idealnie matowa, gładka skóra, dobrze nawilżona i odżywiona. Pryszcze i przebarwienia zredukowane, pory skóry mniej widoczne.
tekst: wizaz.pl

Skład:


Cena: ok 14zł / 50ml



Zacznę od opakowania, czyli rzeczy która jako pierwsza rzuca się w oczy. W sklepie produkt jest opakowany w ładne, tekturowe pudełko. W środku zaś można zobaczyć zielone jajo :) Niestety jest ono wykonane z plastiku który po miesiącu używania mi się połamał. Nakrętka jest pęknięta. Kilka razy zabierałam krem w podróż i niestety nie przetrwał. Tak samo w środku - kilka wstrząsów i masa kremu znajduje się nie tylko w nakrętce (to normalne) ale też mamy upaćkane całe te zawijasy na których zakręca się krem.
Nie podoba mi się też, że produkt nie jest zamknięty w higienicznej tubce, tylko trzeba się babrać palcami w słoiczku.


Bardzo duży plus jest taki, że magazyn Cosmopolitan przyznał mu nagrodę Prix de Beaute. :)


Po otwarciu oprócz zapaćkanego pokrętła czuć baaardzo ładny zapach limonki. Jest po prostu piękny i żałuję, że wietrzeje po kilku minutach na skórze.


Konsystencja kremu jest bardzo lekka, w sam raz na lato. Łatwo się go aplikuje i bardzo szybko wchłania się w skórę.
Nie zapycha! Co jest dla mnie naprawdę ważne, bo nie po to walczę z niedoskonałościami, żeby mi jakiś krem produkował nowe. Zrobiłam duży błąd testując inny krem dwa tygodnie temu, który na nowo zanieczyścił mi moją twarz. Ale spokojnie już się z tym prawie uporałam :)
Mat oczywiście jest, utrzymuje się spokojnie 4 godziny. Nie jest to wyczyn ale przy mojej cerze to naprawdę rekord.
Producent deklaruje się, że krem poprawia wygląd cery i tak rzeczywiście jest. Po nałożeniu pory skóry są mniej widoczne i twarz wydaje się zdrowsza. Niestety efekt znika po tych 4 godzinach, kiedy mój tłuszczyk daje o sobie znać ;p
Ogromnego plusa daję też za certyfikowane wyciągi roślinne.
Krem delikatnie nawilża, ale według mnie nie jest wystarczająco treściwy, żeby używać go zimą.
I tak nawiasem mówiąc, kremu używam tylko na dzień, ponieważ nie wskazane jest używać matujących kremów na noc - lepiej wtedy maziać się czymś treściwszym. :)
Wydajność kremu pierwsza klasa! Używam od końca czerwca i została mi jeszcze połowa opakowania.
Cóż mogę więcej powiedzieć? Bardzo polecam ten kremik osobom z które nie mają może wybitnie tłustej skóry, ale mają problem z pojedynczymi wypryskami czy rozszerzonymi porami skóry.

Zapraszam też na moje pierwsze rozdanie! Link po prawej stronie bloga na pasku nawigacyjnym :)

Wednesday, 10 August 2011

I tak jak obiecałam - OGŁASZAM ROZDANIE! ;D (ZAMKNIĘTE!)

Oj długo mnie nie było. Jako wielka pasjonatka gór wakacje spędziłam na dolnym śląsku. Zwiedziłam też Pragę i mam ochotę tam mieszkać. Jest taka piękna!
Zaniedbałam trochę bloga, ale no wybaczcie wolałam zwiedzać i chodzić po górach niż siedzieć w domu i pisać posty. Normalne to jest chyba co? ;p

I TAK JAK OBIECAŁAM, LICZBA OBSERWATORÓW PRZEKROCZYŁA MAGICZNĄ LICZBĘ 100 WIĘC OGŁASZAM


ROZDANIE!!!






Ale nie ma tak dobrze dziewczyny, trochę się musicie napracować ;p
Zasady:
-musisz PUBLICZNIE obserwować mój blog
-dodać notkę na swoim blogu wraz z linkiem prowadzącym do rozdania i głównym zdjęciem (tym gdzie są wszystkie nagrody ;p) + 2 losy
-dodać mnie do swojego blogrolla + 2 losy






Komentarz ze swoim zgłoszeniem możecie dodać tylko raz. Nie dopisujcie mi później jeszcze jakiś linków czy innych rzeczy bo się nie połapię. Wszystkie informacje mają być zawarte tylko raz. A o co proszę? Oto lista:
-nick pod którym mnie obserwujesz
-adres email
-link do posta w którym jest zamieszczona notatka o moim rozdaniu
-link do swojego bloga
-oraz magiczne słowo: ZGŁASZAM SIĘ :)

Wysyłam tylko do Polski.

Wszystkie rzeczy są nowe i nieużywane oprócz różu do policzków z Hean, który został użyty przeze mnie kilka razy na potrzeby recenzji. Mi on się nie podoba, jednak były dziewczyny które się nim zachwycały więc po co ma u mnie leżeć i się kurzyć. Zużycie to 99%. <- NO I TAK TO JEST JAK SIĘ PÓŹNIEJ SPRAWDZA CO SIĘ NAPISAŁO. ZUŻYCIE TO OCZYWIŚCIE 1%, NIC PRAKTYCZNIE Z NIEGO NIE UBYŁO. :)

Rozdanie trwa od teraz do 31 sierpnia 2011 do godziny 22:00. Wyniki ogłoszę do północy. :)

A więc: gotowi! do startu! START!!!


OGŁASZAM IŻ ROZDANIE DOBIEGŁO KOŃCA Z DNIEM 31 SIERPNIA. 

Sunday, 24 July 2011

Spójrz na to z innej strony - Gosh, Amazing Length'n Build Mascara


Teraz zapewne jem sobie pyszne śniadanko z moją kochaną rodzinką. Nie wiem dlaczego, ale kocham ten moment. Wszyscy siedzą razem i pałaszują pyszne kanapki. :)

Jednak inna ja w równoległym świecie, naskrobałam właśnie dla was recenzję tego wspaniałego tuszu! Muszę przyznać jednak, że dałam ciała. Mogłam wcześniej coś o nim maznąć, kiedy jeszcze nie skończył swojego żywota. Na zdjęciach przedstawiających moje oczy widać, że tusz zostawia już trochę grudek :( Zestarzał się biedaczek, dlatego już od kilku dni miziam się nowym tuszem z Eveline, którego recenzję napiszę jak wrócę do domku. :)

Obietnice producenta:
Posiada unikalną szczoteczkę, która oddziela rzęsy dając efekt wydłużenia i pogrubienia. Zawiera uelastyczniający rzęsy pantenol i odżywiające je woski roślinne.


Kolory:






Cena: ok 22zł / 10ml
Dostępny w drogeriach.


Standard standardowych standardów czyli opakowanie. Jest bardzo poręczne i wygodne. Bez zbędnych udziwnień.
Otwiera się bardzo łatwo, jednak trzeba to robić z wyczuciem, ponieważ nasadka ściągająca nadmiar tuszu lubi zostawać w rączce co jest bardzo denerwujące.
Zapach ma typowo tuszowy.


Jak widać, mój odcień jest czarny, który jest intensywny i bardzo wyrazisty.


Podczas wyciągania na końcówce szczoteczki lubi osadzać się nadmiar tuszu.
Sam aplikator jest średniej wielkości szczotką z równo rozstawionymi włoskami. Dodatkowo przymocowany jest do długiej rączki więc aplikacja jest dziecinnie łatwa.




Jak widać na zdjęciach efekt można stopniować, jednak należy to robić szybko, bo mascara szybko zasycha.
Można nią wyczarować delikatnie wyraziste rzęsy, bądź imitujące sztuczne.
Mascara sama w sobie zwiększa objętość rzęs, jednak wg mnie mogłaby je jeszcze trochę bardziej pogrubić.
Żadnych właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam.
Jest bardzo wytrzymała, trzyma się na rzęsach cały dzień aż do zmycia. Nie kruszy się pod oczami, jednak jeśli zaczyna się grudkować, można znaleźć trochę czarnych kuleczek pod oczami.
Nie rozmazuje się podczas deszczu mimo, że nie jest wodoodporna.
Nie tworzy efektu owadzich nóg, jednak jeśli już się zestarzeje to jej cudowne działanie zamieni sie w coś okropnego.
Jak ja żałuję, żę szybciej nie wstawiłam recenzji na jej temat. Generalnie baaaardzo polecam ten tusz do rzęs.

A wy używałyście go kiedyś? Macie innych faworytów? Koniecznie napiszcie o tym w komentarzach. :)

Post ten dodany jest automatycznie! Na wszystkie komentarze odpowiem po powrocie!
Obiecane rozdanie zorganizuję kiedy ilość obserwatorów przekroczy 100 i oczywiście jak wrócę.

Friday, 22 July 2011

Biedronkowo czyli recenzja szamponu Natei Naturals ogórek & limonka do włosów normalnych i przetłuszczających się.


Jak zapewne wiecie, w Biedronce można znaleźć skarby. Ja takowego jeszcze nie odkryłam, nawet w tym szamponie.

Obietnice producenta:
Szampon do włosów Natei Naturals Ogórek i Aloes przeznaczony jest do włosów normalnych oraz przetłuszczających się. Specjalnie opracowana formuła zawiera ekstrakty z aloesu i ogórka oraz kompleks witamin, które odżywiają włosy, utrzymując ich nawilżenie. Delikatna konsystencja oraz zapach sprawiają, że szampon jest wyjątkowo przyjemny w użyciu.

Skład:

Cena: ok 4zł / 500ml
Dostępny w Biedronce.


Znalazłam ten szampon tuż przed pójściem do kas. Był akurat w promocji, chyba za 3,50 zł. Spojrzałam na skład i kiedy nie zauważyłam w nim żadnych silikonów stwierdziłam, że go kupię.
Opakowanie to zwykła duża butla, trochę nieporęczna no ale przecież to pół litra szamponu. Otwiera się dość łatwo i niestety jest ryzyko, że podczas transportu może się nam wylać.
Zapach jest bardzo przyjemny, świeży. Wg mnie trawiasto ogórkowy.



Konsystencja jest bardzo wodnista, przez co podczas wylewania go na rękę z butli trzeba uważać, żeby za bardzo nie chlusnąć.
Ładnie się pieni i oczyszcza włosy. Nie wpływa jakoś specjalnie na przetłuszczanie moich włosów, ale przecież tego od niego nie wymagam. Nie obciąża ich.
Ogromny plus za brak silikonów z składzie. To jest u mnie podstawowa rzecz przy wyborze szamponu.
Jest trochę niewydajny, przez jego konsystencję - ale za tę cenę będę mu to wypominać? Nie, nie, nie :) Myję głowę codziennie więc nie narzekam :)
Trochę plącze włosy, łatwo się spłukuje.
Nie dostałam po nim łupieżu.
Polecam spróbować. Jest tani i  po prostu myje dobrze włosy.

Post ten dodany jest automatycznie! Na wszystkie komentarze odpowiem po powrocie!
Obiecane rozdanie zorganizuję kiedy ilość obserwatorów przekroczy 100 i oczywiście jak wrócę. 

Wednesday, 20 July 2011

Błyszczykowo - recenzja Virtual Maxi Brilliant Lip Gloss nr 12.


Witajcie!
Czytając tego posta wiedzcie, że jestem daleeeko od domu. Zwiedzam góry, moje ukochane stare miasto w Świdnicy i czas mija mi powoli.

Kolejny post, tym razem kolorówki jest o błyszczyku, który wygrałam w rozdaniu u Kamili.

Obietnice producenta:
Delikatnie kryjący błyszczyk do ust, z efektem przestrzennego refleksu w brylantowej powłoce.
Pokrywa usta lśniącą warstwą, nadając im maksymalny połysk, powodując optyczne ich powiększenie.
Nawilża i pielęgnuje delikatną skórę ust dzięki formule zwierającej kompleks witamin i olejek jojoba.

Cena: ok 12zł / 9ml
Dostępny w drogeriach i sklepach internetowych.


Standardzik rozpoczęć czyli opakowanie. Jest bardzo zwykłe, takie typowo błyszczykowe. Napisy na opakowaniu się ścierają, co wg mnie jest minusem, bo za jakiś czas zapomnę skąd go mam i jak się nazywa.
Otwiera się bez problemu, podczas wyciągania aplikatora nic nie kapie (w przypadku błyszczyków z Bell miałam kilka razy pobrudzone ubranie).


Kolor błyszczyka jaki do mnie przywędrował, to nr 12. Większość blogerek, które go opisywały również mają ten odcień.


Aplikator jest genialny. To taka zwykła gąbeczka x2. Bardzo ułatwia to aplikację błyszczyku. Nabiera odpowiednią ilość produktu, nic się nie rozmazuje czy nie kapie.
Zapach jest znośny, ale mógłby być lepszy. Znika zaraz po aplikacji.


Kolor jak już wcześniej mówiłam ma nr 12. Jest to mleczny róż, z mikro drobinkami. Bardzo podobny do błyszczyka Milky Shake z Bell.


Efekt na ustach jest zniewalający! Daje taką piękną, mleczną taflę. Drobinki dają subtelny efekt rozświetlenia, ale nie błyszczą się nachalnie. Prawie ich nie widać, jednak podczas noszenia można je lekko czuć.
Jest bezsmakowy, a szkoda - bo gdyby nadać mu taki mlecznotruskawkowy smak i zapach, byłby genialny!
Trwałość to ok 1,5 godziny bez jedzenia i picia. Schodzi w miarę równo.
Jest niestety bardzo klejący i wystarczy lekki wiaterek, aby mieć włochate usta.
W żadnym wypadku nie nawilża i trochę podkreśla suche skórki na ustach.
Wydajność jest w miarę dobra.
Czy polecam? Nie powiem, przeczytajcie moją opinię, porównajcie z innymi i wtedy zastanówcie się nad zakupem. Ja osobiście bym go nie kupiła, bo nie lubię błyszczyków. Zdecydowanie wolę szminki. :)

A wy jakie macie zdanie na jego temat? Używałyście go? Czy jest lepszy od Milky Shake z Bell? Koniecznie napiszcie to w komentarzach!

Post ten dodany jest automatycznie! Na wszystkie komentarze odpowiem po powrocie!
Obiecane rozdanie zorganizuję kiedy ilość obserwatorów przekroczy 100 i oczywiście jak wrócę. 

Monday, 18 July 2011

Mleczny krem do rąk i małe zakupki przedwyjazdowe :)


Hej!
We wtorek wyjeżdżam na 10 dni do babci w góry. Ale spokojnie! Posty będą dodawane automatycznie więc nie macie się czego bać. Co do rozdania - obiecałam, że takie zorganizuję jak przekroczę próg 100 obserwatorów. Więc postarajcie się! Jak wrócę chcę już wstawić posta rozdaniowego. Wszystko w waszych rękach.

Dzisiejsza recenzja jest może trochę nie na miejscu. Wiadomo mamy lato i problem spierzchniętych rąk jest jakby (mimo wszystko) nieadekwatny do pogody. Ale o tym kremie chce powiedzieć, bo zasługuje na szczególną uwagę.

Obietnice producenta:
Efektywnie odżywia i chroni dłonie przed wysuszeniem. Zawarte w kremie: proteiny mleczne, witaminy A i E oraz prowitamina B5 regenerują, nawilżają i odmładzają skórę nadając jej elastyczność i aksamitną gładkość. Keratyna roślinna odbudowuje i wzmacnia paznokcie.

Szczególnie polecany do zniszczonych dłoni i słabych paznokci, wymagających intensywnej pielęgnacji.

Skład:

Cena: ok 3zł / 125ml
Dostepny w drogeriach.

Wiadomo, przy wyborze kosmetyku kierujemy się jego opakowaniem. To jest niezwykle proste - ot zwykła tubka, nie za piękna i nie za brzydka. Bardzo miękka, dzięki czemu, jak mamy końcówkę produktu w opakowaniu łatwo ją wycisnąć.
Jako ogromny plus tego kremu, mogę uznać jego zapach. Jest OBŁĘDNY! Taki mleczny, taki subtelny. Musicie go kiedyś powąchać.

 

Konsystencja kremu jest w sam raz - ani rzadka ani gęsta.
Bardzo łatwo się rozsmarowuje na powierzchni dłoni. Szybko się wchłania.
Tuż po rozsmarowaniu czuć ogromną ulgę, dłonie nie są spierzchnięte, napięcie znika. Skóra jest gładka i miękka w dotyku. To uczucie utrzymuje się naprawdę długo.
Ten krem ratuje moje suche dłonie i słabe paznokcie. Odkąd go używam, moje rączki odżyły i nie mam już takich problemów jak wcześniej. Mogę nawet stwierdzić, że je uleczył! Regeneracja jest natychmiastowa.
Na plus przemawia też pojemność i cena. Produkt wystarcza na 2 miesiące ciągłego używania.
Naprawdę polecam wam ten krem do rąk!

Używałyście go kiedyś? Może macie inne propozycje kremów do rąk. Koniecznie podzielcie się tym w komentarzach.

A teraz na zakończenie posta chcę się pochwalić moimi nowymi kosmetykami: część jest zakupiona, a część dostałam. :)







Mam nadzieję, ża zakupy się Wam podobają. Napiszcie mi, co sądzicie, o tych produktach. Może je już kiedyś testowałyście.

I jeszcze chcę serdecznie podziękować za otagowanie w najnowszej zabawie One Lovely Blog Award:
craving for beauty
Sonnaille
Sandrusss
YoAnce
papierowej latarni
Nestii
Chcę tylko powiedzieć, że nie lubię tego typu zabaw. Jednak to, że mnie nominujecie jest ogromnym zaszczytem i jestem za to bardzo wdzięczna! Dziękuję Wam kochanie!! ;**

Wednesday, 13 July 2011

Be Beauty, Maseczka oczyszczająca - zmniejszone pory? Nie tym razem...


Lato mija, a pogoda nie dopisuje. Jest tak zmienna, że nie można nic zaplanować. Denerwuje mnie to trochę, ale co zrobić - nie ma się wpływu na takie rzeczy. Mam nadzieję, że chociaż w waszych zakątkach Polski (i nie tylko) jest pięknie i słoneczne. :)

Długo ociągałam się z recenzją tej maseczki. Wstępnie miałam ją opisać, jak zakończy swój żywot, ale już w tym momencie mogę opisać dobrze jej działanie - a może jego brak? Zaraz do tego dojdziemy.

Obietnice producenta:
Oczyszczenie i zmatowienie skóry.

Głęboko oczyszczająca maseczka przeznaczona dla osób w każdym wieku, do specjalnej pielęgnacji cery tłustej i mieszanej. Zawiera glinkę krzemową i minerały, które redukują nadmiar łoju i zapobiegają błyszczeniu się skóry. Ponadto oczyszczają i zwężają pory, usuwają toksyny, a także koją podrażnienia i zaczerwienienia. Maseczka spowalnia starzenie, a także zapewnia skórze odpowiednie nawilżenie. Pozostawia cerę zdrową, odświeżoną i aksamitnie gładką.

Sposób użycia:
Nałożyć maseczkę na oczyszczoną skórę twarzy omijając okolice oczu. Po około 10 minutach kolistymi ruchami wykonać delikatny masaż twarzy, a następnie zmyć pozostałości preparatu letnią wodą. Zastosować krem do cery tłustej i mieszanej. Stosować 2-3 razy z tygodniu.

Skład:
Aqua, Glyceryl Stearate, Steareth-25, Ceteth-20,Stearyl Alcohol, Isopropyl Myristate, Kaolin, Silt, Glycerin, Sodium Lactate, Sodium PCA, Glycine, Fructose, Urean, Niacinamide, Inositol, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Hydroxyethylcellulose, Triclosan, Dimethicone, Ethylparaben, Methylparaben, 2-bromo-2-nitropropane1,3-diol, Parfum

Cena: ok 6zł / 50ml
Dostępny w Biedronce.

Opakowanie to zwykła tubka, dość miękka, dzięki czemu można produkt wycisnąć do ostatniej "kropelki". Dozownik lubi się trochę brudzić i zasychać, ale nie przeszkadza to w wyciskaniu.
Zapach bardzo mi się podoba, jest taki delikatny, jakby trawiasty. Ciężko mi go określić. :)



Konsystencja jest kremowa, trochę lepka. Maseczkę można dzięki temu łatwo rozsmarować na skórze.
Nakładam ją na ok 20 min. Trochę dłużej niż zaleca producent - dlaczego? Czekam, aż skóra wciągnie całą maseczkę i porządnie zaschnie.
A teraz najważniejsze - działanie. Producent obiecuje:
- Redukcja nadmiaru łoju - no z tą redukcją jest tak 50/50. Skóra mniej się tłuści ale nie jest to efekt spektakularny. U mnie działa to tylko na policzki, strefa T bez zmian.
- Zapobiega błyszczeniu się skóry - jak ma zapobiec błyszczeniu, skoro skóra i tak się przetłuszcza z tą różnicą, że odrobinę mniej.
- Oczyszczanie i zwężanie por skóry - nieprawda! nieprawda! nieprawda! Nic nie robi w kierunku oczyszczania na mojej twarzy. Producent się wycwanił - "zmyć pozostałości preparatu letnią wodą". Nie ma to jak zwęzić pory letnią wodą...bo to właśnie na tym polega.
- Usuwanie toksyn - tego nie mogę stwierdzić. :)
- Koi podrażnienia i zaczerwienienia - tak! To mi się właśnie w niej podoba. Zaczerwienienia poprostu znikają. Nie jest to efekt długotrwały, ale na jeden dzień mogę o nich zapomnieć.
- Spowalnia starzenie - no mnie to jeszcze nie dotyczy :)
- Zapewnia skórze odpowiednie nawilżenie - tak! Skóra jest ładnie nawilżona po jej użyciu. Miękka i miła w dotyku.
Jak widać producent źle wybrał jej wiodące obietnice - nie zwęża porów skóry i nie oczyszcza (ja tego nie zauważyłam). Ale za to świetnie nawilża i koi podrażniania. Ma piękny zapach i niską cenę! Jest również wydajna, używam jej od kilku miesięcy (chyba 3), a mam jeszcze 1/3 opakowania. :)
Nigdy więcej jej nie kupię, jest tyle maseczek na rynku które spełniają każdą obietnicę producenta łącznie z tymi. :)

Rozdanie u Charmain:


Klik

Friday, 8 July 2011

Skóra muśnięta słońcem - Virtual, Summer Chic, Puder brązująco - rozświetlający, nr 132 Secret Bronze


Cześć dziewczyny!
Jutro jadę na działkę z przyjaciółmi na biwak. Ognicho, rozmowy przy piwie - żyć nie umierać. :) Wracam w niedzielę wieczorem, więc trzymajcie kciuki za ładną pogodę.

Dzisiejsza recenzja jest o kosmetyku, który urzekł mnie swoim zapachem i tym jak wygląda na skórze. Mówię o bronzerze z Vipery - Summer Chic.

Obietnice producenta:
Na opakowaniu:
Lekki, jedwabiście gładki puder błyskawicznie nadaje cerze promienny, opalony wygląd. Zawiera mikę oraz wyciąg z koralowca bogate w sole mineralne. Mika doskonale rozprasza światło, dzięki czemu cera nabiera blasku, a niedoskonałości skóry stają się mniej widoczne. Idealny do wykończenia makijażu  twarzy i dekoltu. W celu wymodelowania twarzy należy niewielką ilość pudru nanieść za pomocą pędzla na kości policzkowe, czoło oraz brodę.

Na stronie internetowej:
Początek lata to doskonały moment na nadanie skórze delikatnej opalenizny. Idealnym rozwiązaniem jest puder brązujący. Nie tylko nadaje zdrowy, opalony wygląd, ale także ożywia i rozświetla cerę.

Summer Chic to lekki, jedwabiście gładki puder prasowany, który błyskawicznie nadaje cerze promienny, opalony wygląd. Subtelnie rozświetla cerę drobinkami miki, dzięki czemu cera nabiera blasku a niedoskonałości skóry stają się mniej widoczne. Puder zawiera odżywczy wyciąg z koralowca bogaty w sole mineralne.

Summer Chic to trzy niepowtarzalne odcienie brązu, z których każdy jest odpowiedni nawet dla jasnej karnacji, doskonale stapia się ze skórą, nie tworząc efektu maski. Jest idealną alternatywą dla różu do policzków.

Przed użyciem bronzera należy upewnić się, że krem lub podkład dokładnie się wchłonął, dzięki temu na skórze nie powstaną ciemne, nieestetyczne plamy.

Puder nie kruszy się, nie osypuje się, nie zapycha porów i nie wysusza delikatnej skóry twarzy.

Dostępne kolory:

Skład:

Cena: ok 23zł / 16g
Dostępny w drogeriach i w internecie.


Jako pierwsze pod nóż idzie opakowanie. Jest to zwykła plastikowa puderniczka. Nie, nie - ogromna plastikowa puderniczka. Bez zbędnych udziwnień. Mi się nawet podoba. Mój egzemplarz ma ferelne zamknięcie, źle wyprofilowane i ciężko go otworzyć i zamknąć.


Po otwarciu opakowania, naszym oczom ukazuje się przepiękny deseń wytłoczony na pudrze i dodatkowo - zapach. Ja jak go po raz pierwszy otworzyłam i poczułam kakaowe nuty zakochałam się. Mogę go wąchać cały czas. Ten zapach jest tak wakacyjny! Widzę przed oczami ciepłe kraje, przejrzyste morze i piękną słoneczną pogodę.


Kolor jaki wygrałam u Kamili to 132 - Secret Bronze. Piękny, czekoladowo, miedziano złoty.


Konsystencja jest idealna jak na taki produkt. Nie jest zbyt krucha i nie nakłada się na pędzel ogromna ilość. Dzięki temu jest również wydajny. Kolor jaki puder daje na skórze jest również piękny. Ma w sobie nienachalne złote drobiny, które nie wędrują po twarzy i pięknie rozświetlają naszą skórę. Nałożony na szyję i dekolt sprawia, że nasza skóra wygląda apetycznie :)

Teraz zdjęcia które moga wywołać mdłości - czyli ja! :)





Bronzer daje bardzo delikatny efekt, który można spokojnie stopniować. Idealny dla osób które rozpoczęły swoją przygodę z bronzerami - czyli dla mnie. :)
Spokojnie utrzymuje się na skórze cały dzień, nie tworzą się nieestetyczne placki (chyba, że podkład którego ja nie używam się nie wchłonął ;p), nie spływa w upałach.
IDEAŁ!
A i nie zapycha! :)

Polecam Wam z całego serca ten bronzer, idealny produkt na lato!

A na dobry początek weekendu: moja Majka! Prawda, że słodka? :)